O pasiece

O pasiece

Była taka chwila — wyobraź sobie małego chłopca na Podlasiu, gdzieś w połowie ubiegłego wieku. Stoi przy ulu razem z ojcem. Nie boi się brzęczenia. Nie ucieka. Zamiast tego — patrzy. Słucha. Zapamiętuje.

Ten chłopiec miał na imię Leon. A jego ojciec, Józef Januszkiewicz, właśnie uczył go czegoś, czego nie ma w żadnej książce: że pszczoły trzeba rozumieć, nie tylko hodować.

Józef wymyślił. Leon przekazał. Janusz kontynuuje.

Dyplom   1964.06.07

Józef Januszkiewicz nie był pszczelarzem, który robi to co wszyscy. Obserwował swoje rodziny pszczele z cierpliwością, której dziś prawie nikt już nie ma — i z tych obserwacji zrodził się własny system prowadzenia pasieki. Bez chemii, bez skrótów, bez kompromisów z naturą.

To, co Józef wypracował przy swoich ulach na Podlasiu, z czasem trafiło do fachowej literatury pszczelarskiej. „Metoda Januszkiewicza" — tak ją tam nazwano. Tak ją tam znajdziesz do dziś. Badania wykazały, że rodziny prowadzone tą metodą dają nawet o 30% więcej miodu niż pasieki prowadzone tradycyjnie. Trzydzieści procent więcej — bez żadnych sztuczek. Tylko dzięki wiedzy i szacunkowi do pszczół.

Syn Józefa, Leon, stanął przy ulach w 1972 roku. Nie zaczynał od zera — zaczynał od czegoś znacznie lepszego. Od gotowego dziedzictwa, które postanowił nieść dalej. I niósł je tak dobrze, że Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej odznaczył go Srebrnym Krzyżem Zasługi za wkład w rozwój pszczelarstwa w Polsce. Minister Gospodarki docenił rodzinę osobno — za zaangażowanie i wpływ na polskie pszczelarstwo.

Dziś przy ulach stoi już Janusz — syn Leona, czwarte pokolenie. Ta sama metoda. Ten sam Szacunek. Ten sam miód.

Skąd pochodzi nasz miód? Z miejsca, którego prawie nie ma na mapie.

Gdybyś stanął na skraju Puszczy Ladzkiej — fragmentu bezcennej Puszczy Białowieskiej, jakieś 30–40 kilometrów na południe od Białegostoku — i zamknął oczy, usłyszałbyś ciszę. Prawdziwą, rzadką ciszę, przerwaną tylko szumem liści i brzęczeniem pszczół.

Podlasie nie zna przemysłu ciężkiego. Nie zna wielkich miast z ich spalinami i hałasem. Zna za to rozległe łąki, kwitnące pola gryki i rzepaku, lasy pełne lip i powietrze tak czyste, że ma swoją własną nazwę — Zielone Płuca Polski.

Nasze pszczoły mają do wyboru to samo, co miały sto lat temu. I wybierają mądrze.

Część pasiek jest stacjonarna — zakorzenionych w jednym miejscu jak stare drzewa, rok po roku dających miód z tych samych kwiatów. Część jest wędrowna — ruszamy razem z pszczołami tam, gdzie natura daje najlepsze pożytki: do rzepaku wiosną, do gryki w środku lata. Pszczoła wędruje za kwiatem. My wędrujemy razem z nią.

Nagrody są. Ale nie o to chodzi.

Dyplom   2015.03 13
Srebrny Krzyż Zasługi

Miody Januszkiewiczów były badane przez Akademię Medyczną w Białymstoku. Wyniki potwierdziły to, w co wierzymy od pokoleń. Nagrody z Podlaskiej Biesiady Miodowej, wyróżnienia za jakość — to wszystko mamy i jesteśmy z tego dumni.

Ale wiesz, co sprawia nam największą satysfakcję?

Kiedy ktoś otwiera słoik naszego miodu. Unosi wieczko. Wącha. I mówi tylko:

„To smakuje zupełnie inaczej."

Bo tak jest. Od czasów Józefa. Przez Leona. Aż do Janusza.

Dlaczego właśnie nasz miód?

Pasieka Wojszki

Bo za każdym słoikiem stoi historia, której nie da się skopiować. Józef, który wymyślił coś, co trafiło do podręczników. Leon, który to niósł i doczekał się odznaczeń od Prezydenta. Janusz, który dziś wstaje o świcie i idzie do uli tak samo jak dziadek jego dziadka.

Kupując miód od nas, nie kupujesz produktu. Kupujesz wynik stu lat obserwacji, cierpliwości i miłości do pszczół — przekazywanej z ojca na syna, z ula na ul, z pokolenia na pokolenie.

Zapraszamy do naszego sklepu. Smak mówi sam za siebie.

Pasieka Januszkiewicz — z Podlasia, z serca, od pokoleń.